Zdecydowałam się pisać, niech to będzie swoistego rodzaju pamiętnik, powierca złych zdarzeń i emocji.
Może dzięki temu będzie łatwiej, gdy napiszę ... Może ...
Źle to znoszę co się tu dzieje, uciekłabym stąd gdzie pieprz rośnie, pewnie kiedyś się to zdarzy.
Oby.
Żyję pod jednym dachem z człowiekiem, który mnie przeraża, którego się boję, nie wiem co zrobi za 5 minut, za godzinę, dzień, tydzień, miesiąc.
Jest nieobliczalny i groźny, mimo iż marnej postury (a może właśnie dlatego? ).
Nie mogę z nim normalnie rozmawiać, powinnam tylko przytakiwać, jeśli mam odmienne zdanie jest karczemna awantura, są okropne krzyki (piski), a potem ... on uważa się za pokrzywdzonego w sprawie i psychicznie mnie obarcza zdarzeniem. Przecież chciał jak najlepiej a ja wszystko posułam.
Zdarzyło się wcześniej, że w to uwierzyłam.
Nie znoszę tych huśtawek emocji, bo to facet, nie powinien się tak zachowywać.
Nie lubię z nim przebywać, soboty i niedziele są koszmarem , nie ma wtedy odpoczynku jest uśpienie, oczekiwanie na atak, kiedy nastąpi.
Pracuje w większości w domu (niestety), jak się zajmuje własnymi sprawami również są krzyki bo klient zrobił coś nie tak, powiedział coś co nie powinien. Ale klient tego nie słyszy, tylko ja. Do klientów odnosi się grzecznie, na serwisie aukcyjnym ma komentarze : pomocny, solidny sprzedawca.
Żeby ci ludzie wiedzieli o kim piszą ...
Dziś też było ostro.
Dziś gdy podjęłam z nim rozmowę o wykonawcy kuchni- chciałam innego niż on- usłyszałam wrzaski, że jak nie ten to kuchnia się opóźni o jakieś pół roku bo żaden inny być nie może bo on już wybrał, a ja tylko utrudniam sprawę.
Były wrzaski, piski (męskie), córka mu również tłumaczyła na spokojne (osoba bardzo grzeczna) ,prawie nie doszło do rękoczynów, zbliżał się już do niej z agresywnie podniesionymi rękami .
Przez godzinę po tym nie mogłam dojść do siebie chociaż z człowiekiem żyję już 19 lat.
Na to się człowiek nie uodparnia.
Przepraszam za chaos pisania, ale chciałam wyrzucić to z siebie.Spoglądam nerwowo na drzwi, że może tu wejść. ON.